Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nasz profil jako użytkownika komputera może bardzo dużo powiedzieć nam o stanie psychicznym. W psychologii zaczynają funkcjonować określenia, o których nawet wcześniej nigdy nie słyszeliśmy. Okazuje się, że osoby, które mają w swojej skrzynce tysiące maili, mogą być uznane za tzw. „cyfrowych zbieraczy”. Pozornie obojętne zjawiska mogą stanowić duży wkład dla diagnozy psychologicznej. Tak samo jak przecież osoby, które intensywnie grają w  darmowe gry na maszynach i po jakimś czasie nawet nie wiedzą, że padają ofiarą uzależnienia, tak samo tacy internetowi zbieracze nie są świadomi, że występuje u nich jakaś dysfunkcja. Takie sprawy mogą nawet nigdy nie wyjść na jaw. Przypadkowo jednak ktoś z naszych współpracowników albo inny domownik, czy też znajomy może zauważyć, że w skrzynce odbiorczej mamy monstrualne wręcz ilość maili, które nieświadomie gromadzimy. Najważniejsze to zrozumieć też minusy takiego stanu rzeczy typowo praktyczne.

Zbieractwo nie jest niczym nowym

Jeżeli chodzi o rzeczywistości lub tzw. Real, to patologiczne zbieractwo określa się jako odrębny stan psychiatryczny. Nauka to zjawisko sklasyfikowała, ale też bardzo szybko potrafi zdiagnozować taki stan chorobowy. Sytuacja taka następuje, gdy konkretna osoba zgromadziła tak dużą ilość rzeczy, że normalne funkcjonowanie staje się niemożliwe. Patologiczny proces jak się okazuje, może zachodzić również w przestrzeni wirtualnej. Chodzi przecież o mechanizmy naszej psychice. To jak konkretne obiekty postrzegają nasze zmysły, jest już sprawą drugorzędną.

1000 cyfrowych zdjęć każdego dnia

O ile zbieractwo w świecie rzeczywistym nie jest żadną nowością, to dysfunkcja ta zauważalna w świecie wirtualnym jest trochę młodsza, ale ma już kilka lat. Pierwszy taki przypadek został opisany w 2015 roku przez „British Medical Journal”. Sprawa dotyczyła 47-latka, który gromadził rozmaite fizyczne obiekty, ale jednocześnie codziennie robił około 1000 cyfrowych fotografii. Mało tego. Potem zajmował się ich obróbką, a następnie kategoryzował i kopiował na kilka dysków zewnętrznych. Te wszystkie skłonności ostatecznie wywołały u niego chroniczny niepokój. To wtedy właśnie autorzy artykułu opisującego ten przypadek posłużyli się nowym terminem przez siebie sformułowanym, czyli „cyfrowe zbieractwo”. Innymi słowy, oznaczało to nagromadzenie plików cyfrowych na taką skalę, że utracona została perspektywa. To z kolei wywołało dezorganizację i stres. Jednocześnie też na podstawie badań statystycznych stwierdzono, że tego rodzaju praktyki są zauważalne niemal powszechnie w miejscach pracy, gdzie pracownicy bez żadnego powodu gromadzą ogromną ilość danych.

Cyfrowe niebezpieczeństwo istnieje w świadomości pracowników

Jedno z badań dotyczących niekontrolowanego zbierania takich danych i cyfrowego bezpieczeństwa brało pod uwagę 400 osób. Naukowcy stwierdzili wówczas, że niektóre osoby posiadają w swoich kontach tysiące wiadomości, które tak naprawdę wcześniej powinny być usunięte, ponieważ są absolutnie niepotrzebne. Dlaczego nie były przechowywane? Motywowane było to tym, że znajdują się tam na wszelki wypadek albo aby można było kiedyś ewentualnie coś w nich sprawdzić. Argumentacja, więc jest bardzo wyraźnie enigmatyczna i po prostu nieracjonalna. Okazuje się też, że pracownicy gromadzący dane, byli absolutnie świadomi tego, że stwarzają zagrożenie dla wycieku informacji poufnych w cyberprzestrzeń. Dodatkowo warto tu też zauważyć, że przechowywanie takiej ilości plików jest po prostu antypragmatyczne. Jeżeli przecież chcielibyśmy znaleźć jakąś rzeczywiście ważną informację, to w tej sytuacji zajmie nam to bardzo dużo czasu.


sts bez depozytu
Poprzedni artykułSerie A: Verona – Parma (Typ i Analiza)
Następny artykułCzy pracodawcy dobrze przygotowali pracowników do pracy zdalnej?
Legalni bukmacherzy online w Polsce. Darmowe promocje i bonusy za darmo bez depozytów. Kod promocyjny do bukmacherów online: BETONLINE.